JAWNA ORGANIZACJA

Dopiero w 1905 r. zdecydowano się utworzyć we Lwowie jawną or­ganizację i powołano do życia Stronnictwo Demokratyczno-Narodowe, na czele którego stanął początkowo profesor Uniwersytetu Lwowskiego Sta­nisław Głąbiński, a później profesor Akademii Rolniczej w Dublanach Jan Gwalbert Pawlikowski. W 1906 r. opuścił Lwów Jan Ludwik Popławski podążając za Dmowskim i Balickim do Warszawy. Jego miejsce zajął Sta­nisław Grabski i on to właśnie dążył do uczynienia z SDN masowej partii politycznej. Do sprawdzianu propagandowych i organizacyjnych możliwości stronnictwa doszło już w 1907 r. podczas wyborów do wiedeńskiego par­lamentu. Narodowa Demokracja uzyskała w nich 16 mandatów i w rezul­tacie porozumienia z Centrum Ludowym ks. Stanisława Stojałowskiego stworzyła większość w Kole Polskim w parlamencie w Wiedniu.

DZIAŁALNOŚĆ PUBLICZNA

Zatem działalność publiczna miałaby być rzeczywiście szkołą odpowiedzialności obywatelskiej, gdyż ad­ministracja krajowa mogłaby stworzyć takie warunki, aby w pełni móc „formować i ćwiczyć kadry organizacji politycznej i społecznej przyszłej Polski”. Jako wstęp do tego przyszłościowego narodowego programu po­traktowano postulat wyodrębnienia administracyjnego Galiq’i, tj. uzyskania w ramach monarchii samodzielności politycznej i gospodarczej. Miałby to być surogat niepodległości i dowód na prawdziwą autonomię narodową. Wyobrażano sobie bowiem, że za tymi przekształceniami prawnopolitycz­nymi pójdzie reforma prawa wyborczego oraz rozszerzenie kompetencji sej­mu i wydziału krajowego.Kształtowanie aktywnej postawy narodowej należało do podstawowych zasad narodowodemokratycznej doktryny. Zgodnie z jej nakazami starano się wyrabiać w społeczeństwie patriotyzm „głębszy, realny, oparty na po­czuciu interesu narodowego i odpowiedzialności za czyny zbiorowe”.

NASZA SZKOŁA

Nasza szkoła — kontynuował przy innej okazji — jest niemiecką z językiem wykładowym polskim lub ruskim; niemieckim, właściwie niemiecko-austriacldm jest system nauczania i wy­chowania młodzieży. Podręczniki, nawet samodzielnie napisane, z treści i sposobu wyrażania myśli są niemieckimi — co przyznają światlęjsi nauczyciele, są po prostu torturą dla umysłów dzieci polskich. Organizacja szkolnictwa — konkludował — nie odpowiada potrzebom i warun­kom miejscowym, nie próbuje zastosować się do nichW jakiejś mierze odpowiedzialność za tę politykę ponosiły władze wiedeńs­kie, ale nie ukrywano w szeregach narodowodemokratycznych, że znaczna częśc winy spadała na autonomiczną Radę Szkolną Krajową i na sejm. Nie monito­wali bowiem władz w tych sprawach konserwatyści, zadowoleni z osiągniętej pozycji politycznej tym samym skłonni do daleko idącego oportunizmu.

PROGRAM CAŁEGO OBOZU

W „Przeglądzie Powszechnym”, którego nominalnym właścicielem był Hipolit’Stupnicki, główną rolę odgrywał J. Dzierzkowski, co powodowało, że pismo odznaczało się bojowością i radykalizmem politycznym. W tej sytuacji wpływ umiarkowanych demokratów spod znaku Smolki i Ziemiałkowski ego natrafiał na sprzeciw autora „Salonu i ulicy”, który podporządkował sobie nie tylko Stupnickiego, ale i młodych dziennikarzy: H. Rewakowicza, W. Rapackiego, E. Błotnickiego. Również skromny program pracy organicznej, adresowany głównie do drobnomieszczaństwa, nie odpowiadał ambitnym planom Ziemiałkowskiego, Abancourta, Heferaa, którzy myśleli o nowo­cześniejszym programie społecznym dla szlachty, bogatego mieszczaństwa i inteligencji. Program „Dziennika Polskiego”, wychodzącego w latach 1861—1862, był ambitniejszy niż „Przeglądu Powszechnego” — miał być przecież programem całego obozu narodowego — ale nie tak nowoczesny, jak późniejszy nieco program pozytywistów warszawskich.

PRZYSŁUGUJĄCE PRAWO

Obywatele, którym przysługiwało prawo wyborcze (pełnoletni mężczyźni, osiedli, opłacający określone podatki), dzielili się na cztery kurie: kurię wielkiej własności ziemkiej, kurię izb przemysłowo-handlowych, kurię miast większych i kurię reszty gmin. Rozdział mandatów między poszczególne kurie wykluczał zasadę rów­ności: jeśli w kurii pierwszej posła wybierało się około 50 głosami, to w kurii czwartej, gdzie zresztą wybory były dwustopniowe, zatem nie bezpośrednie, na jeden mandat potrzeba było około 8000 głosów. )Owe kurie realizowały zasadę reprezentacji interesów w sposób określany jako neostanowy: w kurii pierwszej głosowało ziemiaństwo, czyli dawna szlachta; w kurii drugiej — zamożni przemysłowcy i kupcy; w kurii trzeciej inteligencja, urzędnicy, wyżej opodatkowane mieszczaństwo; w kurii czwartej — zamożniejsi włościanie.

Konto bankowe a biznes

Konto bankowe ma dziś każdy z nas. Ciekawym jest, z czego to wynika… Czy jest tak tylko dlatego, że łatwiej nam poruszać się bez gotówki i płacić kartą? Że potrzebujemy kredytów i ofert lokalowych, które proponuje nam każdy bank? Ale przecież posiadanie konta bankowego, to również spore koszty. Nie ma co się oszukiwać – bank musi na nas zarabiać. Zyskuje już na samym obrocie naszą gotówką, a poza tym na różnego rodzaju opłatach: za przelewy, wypłaty i za prowadzenie konta. Gdy konto nie jest prywatne, lecz jest kontem firmowym, to opłaty te są oczywiście wyższe. Czy posiadanie konta jest więc konieczne? Teoretycznie nie. Jednak już osobie będącej pracownikiem najemnym dużo łatwiej jest rozliczać się za pośrednictwem banku. Jeśli jednak prowadzi się biznes kwoty, którymi się obraca są dużo wyższe. I nie jest to tylko kwestia wygody. Istnieją szczegółowe przepisy, które regulują sposób obrotu gotówką i mówią one, że wyższe kwoty powinny być wypłacane bezgotówkowo, czyli za pomocą przelewów z konta na konto, a nie z ręki do ręki.

Rozwój firm w oparciu o kredyt inwestycyjny

Współcześnie coraz większa ilość większych jak również mniejszych firm prowadzi działania rozwojowe w oparciu o kredyty pieniężne udzielane przez banki. Dokładniej rzecz ujmując przedsiębiorstwa i firmy korzystają z kredytów inwestycyjnych, których przeznaczeniem jest powiększanie majątku i co za tym idzie zwiększanie efektywności działania różnych rodzajów działalności gospodarczej. Niewielkie firmy korzystają z pieniędzy z kredytów inwestycyjnych, ponieważ same nie mają odpowiedniej ilości środków, aby rozwijać się i być bardziej konkurencyjnymi. Z kolei w przypadku dużych firm, które prawdopodobnie mają pieniądze, żeby realizować swoje własne inwestycje, kredyty bankowe opłacają się bardziej, ponieważ trwale nie naruszają budżetu przedsiębiorstwa, a ich spłata jest tak skonstruowana, że nie stanowią dla finansów owej firmy większego problemu. W zasadzie można powiedzieć, że obecnie naprawdę duża ilość firm rozwija się w oparciu o kredyt inwestycyjny. Ów forma kredytowa zaliczana jest do tych długoterminowych, gdzie spłata zadłużenia przekracza trzy lata.

Podróże służbowe w biznesie

Bez względu na to, czy nasz biznes jest ogromny i ma duży zasięg terytorialny, czy jest to mała firma rodzinna, bywa że konieczna jest podróż służbowa, w celu dokonania jakiejś zmiany na lepsze. Może tu chodzić o prezentację produktów, którymi zajmuje się nasza firma, albo o podpisanie jakiejś umowy dającej na wiele lat zlecenia. Takie umowy zawiera się zazwyczaj w bardzo podniosłych warunkach, bo mogą one stanowić przełomowy krok w działalności obu firm. Podróże służbowe są finansowane z firmowej kasy. A należy w nich uwzględnić nie tylko sam bilet dojazdowy i powrotny, ale także bardzo często koszty zakwaterowania oraz spożywane posiłki w czasie wyjazdu. Bywa że w czasie podróży dochodzą także inne koszty, wcześniej nie przewidziane. Dlatego dieta na podróż służbową jest wyliczana tak aby wystarczyła na pokrycie wszystkich wydatków, a po powrocie rozliczana. Dlatego na każdy zakup odbiera się paragon, a nawet fakturę, którą można potem zaksięgować jako koszt. Podróże służbowe w niektórych firmach są częste, a w innych zdarzają się niezwykle rzadko.

Kontakty biznesowe w budowaniu firmy

Każda firma, czy nowa, czy stara ma jakieś kontakty biznesowe. Do nich zaliczamy wszystkie kontakty mające na celu wspólne zarabianie pieniędzy, albo na zakupie, albo na sprzedaży czegokolwiek w firmie jednej i drugiej. Biznes, to cała masa kontaktów z odbiorcami i dostawcami, a także firmami wykonującymi usługi dla naszej działalności. Takie informacje są bardzo cenne w działaniu przedsiębiorstwa i mają ogromne znaczenie w budowaniu biznesu. Dodatkowym atutem jest to, że firmy współpracujące z naszą także mają sieć kontaktów i bardzo często innych niż my. Jeśli są zadowolone z jakiejś firmy często dzielą się z nami taką informacją. Nasza sieć kontaktów stale się więc powiększa, a jeśli pozyskujemy nowych odbiorców, to także oni dostarczają nam od czasu do czasu jakieś nowe informacje oraz kontakty. Poszukiwanie nowych kierunków rozwoju bardzo często wiąże się z dobrym rozeznaniem i tak mając informacje o zapotrzebowaniu na nowe produkty, czy usługi jesteśmy w stanie zorientować się znacznie lepiej w tematach związanych z planowanym rozwojem.

Programy pomocowe, jako szansa dla biznesu

W rozwijającej się gospodarce, także w naszym kraju dla stworzenia optymalnych warunków biznesowych tworzy się różnego rodzaju programy mające na celu wspieranie nowych firm. Własny biznes to nie tylko szansa na rozwój zawodowy, poprawę finansów. To także bardzo często jedyna z możliwych form znalezienia zatrudnienia. Nie ma problemu z założeniem działalności, jeśli firmy kredytowe oferują takie akcje promocyjne, jak „kredyt na start”, czy pożyczki bezzwrotne, w których to należy spłacić wyłącznie odsetki. To jednak nie wszystko, co czeka młodego człowieka na starcie, gdyż czeka go jeszcze walka o klienta i konieczność utrzymania się na rynku także po okresie promocyjnym, tylko tacy wygrają, którzy dadzą radę utrzymać się sami, po czasie tak zwanej pomocy firm oferujących finansowy start. Programy pomocowe mają za zadanie nauczyć prowadzenia biznesu tak, aby zapewnił sobie dostateczną ilość klientów, zleceń, czy osiągał optymalne wyniki sprzedaży. To wszystko przekłada się na wynik finansowy firmy, a zatem na jej zyski lub straty.

NAPŁYW OCHOTNIKÓW

W obozie wojskowo-niepodległościowym istniało kilka rywalizujących ze sobą frak­cji. Na wiadomość o dokonanym puczu mężczyźni w wieku poborowym zaczęli się natychmiast organizować. Wojskowi wyłonili spośród siebie Na­czelną Komendę Miasta, powierzając dowództwo kapitanowi Czesławowi Mączyńskiemu z Organizacji Polskich Kadr Wojskowych. Zwierzchnictwo Mączyńskiego uznała także Polska Organizacja Wojskowa. Szefami szta­bu zostali kapitanowie Nilski i Jakubski (byli porucznicy legionowi). Nie obyło się oczywiście bez wielogodzinnych, żarliwych i gwarnych narad.Natychmiast zaczęli napływać ochotnicy: gównie młodzież studencka, gimnazjalna, rzemieślnicza, robotnicza, również kobiety i dzieci. Nie zabrak­ło lwowskich batiarów.  Chłopcy i dziewczęta zgłaszali się do szeregów za­zwyczaj w tajemnicy przed rodzicami, którzy stawali nieraz przed faktem dokonanym.

ORIENTACJA W SYTUACJI

Gdy Polacy zorientowali się w sytuacji, próbowali porozumieć się z oso­bami bardziej ugodowo nastawionymi i przeciwdziałać walce orężnej. 2 lis­topada delegaci ukraińscy oraz polscy zebrali się, jak informował „Kurier Lwowski”, w gmachu Izby Handlowo-Przemysłowęj w celu ułożenia wa­runków rozejmu. W obradach wzięli udział reprezentanci wojskowi: kpt. Mączyński (ze strony polskiej) oraz ataman Witowski (ze strony ukraińskiej); delegaci cywilni — wiceprezydent Rady Miejskiej Leonard Stahl i Klinger (z Polskiego Komitetu Narodowego) oraz poseł Cegielski i dr Perfecki (z ramienia Ukraińców). Obrady zakończyły się po północy. Delegaci doszli do porozumienia, ale Ukraińcy zastrzegli sobie uzyskanie aprobaty swojej Rady Narodowej. Rozejm miał wejść w życie 3 listopada o godz. 14 i obo­wiązywać przez 10 dni. Wysiłki spełzły na niczym. Polski Komitet Narodowy zdecydował się zorganizować obronę. Podlegające mu organizacje militarne we Lwowie były nieliczne. Dwustutysięczne miasto straciło w czasie wojny 12 tys. żołnierzy w ramach mobiliza­cji, a wiele ofiar pochłonęła również epidemia grypy „hiszpanki”.

OPANOWANIE MIASTA

Nazywano ich wręcz soldateską, „nad którą Rusini już stracili władzę”. Zdarzało się, że przybywający do Lwowa żołnierze ukraińscy odmawiali udziału w walkachWśród lwowiaków początkowo zapanowała konsternacja. Wprawdzie w czwartek 31 października w godzinach popołudniowych podawano sobie z ust do ust wiadomość, że Ukraińcy lada moment mogą zająć miasto, ale nie dowierzano temu.We Wszystkich Świętych msze w kościołach odprawiały się według zwy­kłego porządku. Wychodzący gromadzili się grupkami i opowiadali sobie, co zaszło. Wracający z nocnej zmiany pocztowcy donieśli, że łącza zostały zerwane, a ostatni nadany telegram skierowano do Krakowa z informacją zajęciu Lwowa przez Ukraińców. Najgroźniej wyglądała sytuacja w po­bliżu Dworca Głównego, gdzie wojsko uzbrojone w karabiny z bagnetami w rewolwery tworzyło szpalery uliczne. Ukraińcy opanowali wszystkie ważne punkty miasta.

FUNKCJONOWANIE WŁADZ SAMORZĄDOWYCH

Funkcjonowanie władz samorządowych zamarło. Na Rynku oraz w wielu punktach miasta Ukraińcy ustawiali karabiny maszynowe. Wprowadzili zakaz swobodnego poruszania się w śródmieściu. Strzelali na postrach, przeprowadzali rewizje domowe i aresztowania, chcąc zapobiec działaniom defensywnym. 4 listopa­da patrole ukraińskie pobiły bywalców lokalu „Belle Vue , odwiedzanego głównie przez Żydów. Wkrótce potem zdemolowali kawiarnię „Szkocką” (nad którą okresowo znajdowała się siedziba polskiej Komendy Głównej) i „Romę”. Traumatyzujący wpływ na mieszkańców miały również incyden­ty w okolicach Lwowa, np. podpalenie Sokolnik.Niektórzy Polacy skłonni byli uznać gwałty i grabieże za sposób działania Ukraińców i dlatego pałali do nich tym większą nichęcią. Jednakże proto­koły z posiedzeń Rady Miejskiej oraz niektóre wspomnienia i pamiętniki świadczą, że mieszkańcy Lwowa poczytywali rozboje i kradzieże raczej za sprawę towarzyszącą walkom polsko-ukraińskim, a nie za ich główny front. Uważali nawet, że inspiratorami i duchami sprawczymi walk w ogóle nie byli miejscowi Ukraińcy, lecz napływowi.

DALEKO OD PRZEWIDYWAŃ

Rada Miejska czyniła przygotowania, aby objęcie władzy, które nastąpić miało 1 listopada, odbyło się uroczyście. Na dowództwo Wojska Polskiego i Komendę Placu zdecydowano się oczekiwać w Ratuszu, na kadrę wojs­kową w Szkole im. H. Sienkiewicza. Wiceprezydent Leonard Stahl pragnął, aby oficerowie wystąpili tego dnia „pod bronią”. Mieszkańcy mieli groma­dzić się wzdłuż ulicy Akademickiej.Wypadki, jakie nastąpiły 1 listopada 1918 r., okazały się dalekie od przewidywań Polaków. Nocą i we wczesnych godzinach rannych we Lwowie, tak jak i w innych miastach Galicji Wschodniej, Ukraińcy ujęli władzę w swoje ręce. Najpierw rozbroili oficerów i żołnierzy: Austriaków i Izrae­litów puścili wolno, a Polaków internowali. Ranili tylko przy tejże operacji jednego policjanta. Poza tym nie doszło do rozlewu krwi. Gdy rano we Wszystkich Świętych lwowianie wyszli na ulice, kroczyły po nich ukraińskie patrole z żółto-niebieskimi kokardkami w miejscu orzełków austriackich.Na Ratuszu i na innych gmachach publicznych powiewały sztandary z tryzubem. Pomieszczenia magistrackie zostały zajęte.

WSPOMNIANE POSIEDZENIE

Wspomniane posiedzenie Tymczasowej Rady Miejskiej w dniu 20 paź­dziernika 1918 r. odbywało się jak zwykle w Ratuszu, miało jednak szczegól­nie podniosły charakter. Obrady zakończono okrzykiem „Niech żyje niepod­legła Polska!” Obecni jeszcze długo potem nie mogli rozejść się, rozmawiali i śpiewali pieśni narodoweNa ulice wyległo tego dnia około 20 tys. demonstrantów. Rozrzucono ulotki wyrażające radość z powodu ogłoszenia manifestu Rady Regencyjnej o połączeniu wszystkich dzielnic Polski w jeden organizm państwowy, a także inne o charakterze deklaratywnym, oznaj­miające, że Rada „królewsko-stołecznego miasta Lwowa” i „obywatelstwo lwowskie”, posłuszne wezwaniu Rady Regencyjnej, włączają się do tworzenia ośrodków „organizacyjno-politycznych i społecznych państwowości pols­kiej”. Ogłoszono również rezoluq’ę, że Lwów czuje się „istotną i nieodłącz­ną częścią wolnego i zjednoczonego państwa polskiego”.

POD WPŁYWEM PROPAGANDY

Ukraińska Rada Narodowa, utworzona 18 października 1918 roku, niechętnie zareagowała na tenże stan, nazywając dążenia Polaków chciwymi roszczeniami . Tendencje separatystyczne coraz wyraźniej ujawniły się na sesjach Tymczasowej Rady Miejskiej, np. 20 paź­dziernika ks. Teodozy Leżohubski oświadczył w imieniu swoich rodaków, że obydwa narody, chociaż „połączone więzami krwi”, powinny posiadać nieza­leżne od siebie, każdy swoje państwo. Obserwatorzy życia społecznego z obawą zauważali, że nieustępliwość obydwu stron doprowadzić może „do rozgrywki” oraz że mniejszościom narodowym przypadnie wydanie „sądu o  przyszłym losie” Polski.Atmosfera anarchii i niepokoju nasiliła się także pod wpływem propagan­dy bolszewickiej, która napływała do Galicji w ślad za przybywającymi tu jeńcami rosyjskimi. Władze wiedeńskie mimo iż unieważniły postanowienia brzeskie, nieofiq’alnie jak gdyby sprzyjały Ukraińcom, chociaż nie inicjowały ich wystąpień i nie wspomagały ich żadnymi dyrektywami na szczeblu cent­ralnym.

TEORIA A RZECZYWISTOŚĆ

Jak się trafnie wyraził profesor Tadeusz Łepkowski, nikt nie posiada „monopolu na prawdę”. Żadna teoria nie pokrywa się cał­kowicie z rzeczywistością. Dziwi nas jednak, że w chwili obecnej niektórzy historycy ukraińscy, walkę, jaka wtedy rozgorzała, nazywają wojną robot­ników zachodniej Ukrainy przeciwko agresji ze strony burżuazyjnej Polski.Polacy, których we Lwowie mieszkało ponad 60 proc., raczej nie spodzie­wali się, że Ukraińcom uda się sięgnąć po władzę w Galicji Wschodniej i że mogą mieć jakąś szansę. Chociaż dochodziły wieści, że odbywają oni nocne narady w swym Domu Narodowym i że część koszar została zamknięta, polska kadra oficerska nie zdecydowała się uprzedzić wypadków i objąć władzy, zanim zapadną oficjalne decyzje na międzynarodowej konferencji pokojowej.Orędzie Rady Regencyjnej z 7 października 1918 r., proklamujące nie­podległą i zjednoczoną Rzeczpospolitą, podbudowało Polaków na duchu i uczyniło na wszystkich wielkie wrażenie. Lwów przybrał świąteczny wygląd.

LITERATURA MIĘDZYWOJENNA

Literatura międzywojenna również koncentrowała się głównie na stronie militarno-strategicznej, a niezależnie od tego miała rozmaitą wartość nau­kową, nieraz tylko wspomnieniową lub popularnonaukową czy beletrystycz­ną. Tworzyli ją najczęściej sami uczestnicy walk.W historiografii Polski Ludowej „ruski listopad” stał się swoistym „ta­bu”, dotykanym zaledwie, i to tendencyjnie, w nielicznych szerszych opraco­waniach. Z większą swobodą podchodzili do tegoż tematu historycy emig­racyjni, tak polscy, jak ukraińscy. Również i im niełatwo było pisać obiek­tywnie o sprawach, które do dziś stanowią temat drażliwy w stosunkach polsko-ukraińskich. Nasi pobratymcy zza Sanu dążyli do niezależności pańs­twowej, a zajęcie Lwowa uważali za jej warunek, chociaż mieszkało ich tam zaledwie kilkanaście procent. Polacy natomiast pragnęli powrotu do daw­nych struktur i włączenia do odradzającej się Rzeczypospolitej miasta, o któ­rego polskości świadczyła, jak mówili, historia oraz „każdy kamień i każdy dom”. Nie pora na rozstrzygnięcia, kto zawinił, po czyjej stronie było więcej cierpienia.

PODOBNY CHARAKTER

Podobny charakter mają różnorodne wzmianki o „listopadzie” rozproszone w zespołach akt wielu archiwów polskich i zagranicznych.Szczególnie przydatne przy analizie życia codziennego lwowian w lis­topadzie 1918 r. okazały się licznie zachowane materiały sprawozdawcze i wspomnieniowo-pamiętnikarskie, tak rękopiśmienne (w archiwach państwo­wych, zakonnych, w działach rękopisów bibliotecznych i muzealnych, w po­siadaniu prywatnym), jak i drukowane (wydane zaraz po wojnie lub groma­dzone i opublikowane później). Nie zawierają one jednak konkretnych da­nych statystycznych, np. odnoszących się do aprowizacji, a jeśli je wprowa­dzają, to nadają im charakter szacunkowy lub wyrywkowy.Wartość źródłową mają także druki ulotne (odezwy, obwieszczenia) oraz prasa, wychodząca w tychże dniach sporadycznie i zwracająca baczniejszą uwagę na sprawy polityczno-wojskowe. 5 listopada zaczęto wydawać „Po­budkę”, jako organ wojska polskiego we Lwowie. Informowała ona o prze­biegu walk i ogłaszała komunikaty dowództwa w listopadzie 1918 roku.